Oddaliłam się od watahy.Myślałam"sama zobaczę najbliższy teren".Była
piękna noc, księżyc zachwycał swoim blaskiem.Nie chciałam wracać na
teren watahy, chociaż czułam, że coś zagraża mojemu życiu.Usłyszałam
szelest za krzakami dzikiej róży.Podeszłam do krzaku, a tam siedziała
jakaś dziwna istota.Głowę miała jak wilk i ciało jak niedźwiedź.Była
cała we krwi.Wiedziałam, że nie powinnam tego robić, ale zaatakowałam
ją.Była silna, ale wyczerpana.Wygrałam walkę.Po walce istota powiedziała
dziwnym językiem
-Chuc mung ban!
-Ymm..-odpowiedziałam nie wiedząc o co chodzi.Gapiłam się przez kilka sekund i pobiegłam do watahy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz